André
Brink
Wydawnictwo ISKRY,
Warszawa 1989
tłumaczenie: Tomasz
Wyżyński
Niedawno
pisałam tu o książce świetnej południowoafrykańskiej pisarki
Nadine Gordimer, a dziś powieść kolejnego wybitnego pisarza z
RPA. I znów dowodząca, jak silnie polityczny ustrój tego kraju
odcisnął się na losach zwykłych ludzi, a jednocześnie rzecz
uniwersalna i ponadczasowa. Powieść dotykająca odpowiedzialności
jednostki za to, czym jest człowieczeństwo.
„Ludzkość. Normalnie oznacza to tyle, co miłosierdzie, współczucie, dobroć, uczciwość. On jest taki ludzki. A może trzeba poszukać zupełnie innego zestawu synonimów: okrucieństwo, wyzysk, przemoc, bezprawie?”1
Bohater
Suchej białej pory dojrzewał pięćdziesiąt lat do zadania sobie
tego pytania. Ben du Toit długo wierzył, że społeczeństwo, w
którym żyje, opiera się na porządku, logice i sprawiedliwości.
Pewnie wierzyłby w to do końca życia, gdyby nie tragiczne
wydarzenia, które rozegrały się tuż pod jego bokiem i obok
których nie potrafił przejść obojętnie. Zapoczątkowało je
zniknięcie nastoletniego Jonathana, syna czarnego woźnego z
johannesburskiego liceum, w którym Ben był nauczycielem,
aresztowanego podczas zamieszek ulicznych w Soweto. Już wtedy Ben
angażuje się w pomoc rodzinie chłopaka, którego znał od dziecka.
Po tym, gdy najpierw Jonathan, a później woźny Gordon (który za
dużo pytał o śmierć syna) wracają z aresztu w trumnach, Ben
wciąż ufa, że sprawa się wyjaśni, a zabójcy zostaną ukarani
(bo nie wątpi, że przynajmniej w przypadku Gordona w areszcie
doszło do zbrodni i prób jej zatuszowania). Dopiero wyrok sądu
pozbawia go złudzeń i sprawia, że du Toit zaczyna rozumieć, iż
sam musi dowieść prawdy. To wtedy po raz pierwszy stawia pytanie o
zależność między działaniami jednostki a znaczeniem słowa
„ludzkość”.
„Jestem Ben du Toit. Jestem t u t a j. Nie ma tu nikogo prócz mnie. Musi więc być coś, co mogę zrobić tylko ja – nie dlatego, że to ważne czy potrzebne, ale dlatego, że mogę to zrobić tylko ja. Powinienem to zrobić, bo jestem Benem du Toitem, bo nikt inny na świecie nie jest Benem du Toitem.”2
Decyzja
o kontynuacji prywatnego śledztwa odmieni jego życie i narazi na
konsekwencje, przed którymi w totalitarnym systemie nie ochroni go
nawet kolor skóry. Czy była słuszna? Na to autor ma odpowiedź.
Ale na pytanie o to, czy było warto, każdy musi odpowiedzieć sobie
sam.
Sucha
biała pora ukończona została w 1979 roku. Inspirowana była
autentycznymi wydarzeniami, a wiele pojawiających się w niej
postaci ma swój pierwowzór i odpowiednik wśród współczesnych
autorowi osób, a nawet osobistości życia politycznego. Nic
dziwnego, że w ojczyźnie autora od razu znalazła się na indeksie
pozycji zakazanych, podobnie zresztą, jak i wcześniejsze książki
Brinka. Przewidując jednak taki obrót wydarzeń, postarał się on,
aby powieść dotarła do czytelników jeszcze przed zakazem cenzury.
Wydał ją w prywatnym wydawnictwie, dzięki czemu pierwszego nakładu
władzom już nie udało się skonfiskować. Ostatecznie książkę z
indeksu skreślono pod pozorem, że jest tak słaba, iż nie będzie
cieszyła się zainteresowaniem. Tymczasem powieść ukazała się w
wersji anglojęzycznej w tłumaczeniu autorskim (Brink pisał
przeważnie w afrikaans) i rok później przyniosła autorowi
prestiżową nagrodę Martina Luthera Kinga.3
Od
wydania Suchej białej pory minęło więc już kilkadziesiąt
lat i sytuacja polityczna w RPA uległa diametralnej zmianie. W
dodatku demaskatorska warstwa powieści od początku nie mogła być
tak wymowna dla przeciętnego zagranicznego czytelnika, jak w
ojczyźnie autora, a dziś tym bardziej polski czytelnik nie
rozszyfruje ukrytych pod powieściowymi postaciami znanych publicznie
w RPA osób. Jednakże uniwersalne i zawsze aktualne będzie
przesłanie powieści zawarte w cytowanych tu już słowach Bena du
Toita.
Ta
książka wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Jedna z dwóch
najlepszych, jakie zdarzyło mi się w tym roku przeczytać. Taka, co
to porusza sumienie i zmusza do refleksji nad odpowiedzialnością
jednostki za moralne oblicze społeczeństwa i ludzkości w ogóle. U
nas wydana chyba tylko raz i później nie wznawiana, ale jeśli nie
czytaliście, to warto jej poszukać w bibliotekach albo
antykwariatach, bo zapewniam, że czas jej poświęcony
spożytkujecie lepiej niż na czytanie kolejnego hitu jednego sezonu.
PS. W 1989 roku książka
została zekranizowana; Bena du Toita zagrał Donald Sutherland, a
występujący w drugoplanowej roli Marlon Brando został za tę rolę
nominowany do Oscara, Złotego Globu i BAFTY.
1Str.
165.
2Str.
166.






































.jpg)
