Stefan
Darda
Wydawnictwo Wideograf
e-book
Marek
Leśniewski w wieku lat około czterdziestu rozpoczyna życie na
nowo. Nie musiałby, gdyby nie zdradził żony, albo gdyby zdrada się
to nie wydała, a może nawet gdyby się wydała, ale nie w tak
upokarzający dla żony sposób. Ale stało się. Marek miał o tyle
szczęście (a może wręcz przeciwnie w obliczu tego, co się
później wydarzyło?), że żona okazała się osobą szlachetną i
pamiętając, że wspólne oszczędności pomnożył głównie on,
nie „puściła go z torbami”, zatrzymując ze wspólnego dorobku
jedynie mieszkanie we Wrocławiu. Ale że była córką dziekana na
uczelni, na której oboje pracowali, Marek oprócz mieszkania nie
mógł zatrzymać także pracy.
Zatem skoro
we Wrocławiu nic go już nie trzymało, nasz bohater postanawia
wrócić w swoje rodzinne strony, na drugi koniec Polski, w okolice
Lublina, a przy tym spełnić swoje marzenie i zamieszkać bliżej
natury. Kupuje więc dom w lesie, tytułowy dom na Wyrębach,
oddalony od szosy o trzy, a od najbliższego kościoła i sklepu o
pięć kilometrów. Za jedynego sąsiada ma starego dziwaka,
nielubianego w okolicy, otoczonego ponura legenda sprzed lat. Marek
nie łaknie jednak towarzystwa, samotność jak najbardziej mu
odpowiada, a potrzebę bliskości z innymi ludźmi całkowicie
zaspokaja kontaktami z mieszkającym w Lublinie przyjacielem ze
studiów i jego rodziną. Szczęście i spokój Marka zostają jednak
zmącone zaraz na początku po przeprowadzce – uczuciem, że jest
obserwowany, że w pobliżu jest ktoś jeszcze oprócz dziwacznego
sąsiada. Przeczucia te potwierdzają się, gdy nocą, podczas pełni
księżyca, widzi wreszcie intruza. Tylko że wszystko jest tak
dziwne, iż Marek sam nie jest pewien, czy naprawdę miało miejsce,
czy tylko mu się to przywidziało. Dalej następują zdarzenia,
które nijak nie dają się racjonalnie wytłumaczyć. I musi stawić
im czoła sam, bo gdyby komuś o nich opowiedział, prędzej uznano by go za wariata, niż uwierzono.
Nie jestem
fanką powieści grozy, choć czasami i takowe czytuję. Kupując na
wyprzedaży Dom na Wyrębach niewiele wiedziałam o powieści
poza tym, że była nominowana do jakichś nagród. Dobrze, że
trafiłam na recenzję Evity, bo gdybym opierała się na tym, co
czytelnicy napisali w Biblionetce, pewnie machnęłabym ręką na te
parę złotych i książki nawet nie ściągnęła ze sklepu. I byłby
to błąd. Może dla bardziej oczytanych w gatunku grozy osób Dom
na Wyrębach nie jest niczym nadzwyczajnym, może zawodzi ich
oczekiwania, ale mnie się bardzo podobał. Wciągnęło mnie,
trzymało w napięciu, a parę razy nawet ciarki po nogach przeszły,
mogę zatem uznać, że powieść spełniła swoje zadanie.
Dodatkowo cenię sobie, że autor osiągnął efekt bez uciekania się
do krwiożerczych scen rodem z „masakry piłą łańcuchową”, za
to zgrabnie wykorzystał nasze rodzime podania o duchach i różnych
stworach, w które według wierzeń ludowych mogą zamienić się
potępione ludzkie dusze.
Naturalnie aby dać autorowi szansę
wywołania w czytelniku nastroju grozy, książkę należy czytać w
odpowiednim klimacie, najlepiej w pustym pokoju, wieczorem, gdy za
kręgiem nocnej lampki czai się podejrzany mrok, z którego w każdej
chwili może wyłonić się nadprzyrodzone zło. Czytana w autobusie
pełnym ludzi wracających z pracy w słoneczne popołudnie, albo na
nadmorskiej plaży w Świnoujściu powieść wyda się po prostu
śmieszna, może nawet głupia. Skoro jednak sięgamy po ten gatunek,
to przecież dlatego, aby się trochę po-bać i trzeba dołożyć
ciut starań, żeby osiągnięcie oczekiwanego efektu było możliwe.
Dom na
Wyrębach jest debiutem Dardy i od razu książka została
nominowana do nagród w dziedzinie fantastyki. Nawet nie wiedziałam,
że powieści grozy też kwalifikują się do fantastyki, ale skoro
tak, to w moim odczuciu nominacje były jak najbardziej słuszne, bo
autor w pełni wywiązał się ze swojego zadania, opowiedział
historię, przy której dane mi było poczuć strach przed nieznanym.
Nie przeszkadzało mi nawet, że miejscami jego stylowi można
zarzucić pewną naiwność, powtarzalność, a nawet niewielkie
dłużyzny. Może pisarsko nie jest to debiut błyskotliwy, za to
pod kątem fabuły bardzo udany. Powieść podobała mi się na tyle,
że już rozglądam się, gdzie tu zdobyć cykl Czarny wygon.
Recenzja zgłoszona do wyzwania Polacy nie gęsi
