środa, 20 listopada 2013

Służące

Kathryn Stockett
Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2012
tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Początek lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku to okres, gdy na południu Stanów Zjednoczonych segregacja rasowa trzymała się jeszcze mocno, a prawa Jima Crowa były silnie zakorzenione w mentalności społecznej. Akcje protestacyjne przeciw segregacji, głównie w postaci aktów nieposłuszeństwa, przybierały na sile, zyskiwały rozgłos i popularność. Jednak na południu zwolennicy segregacji zawzięcie bronili się przed zmianami, a przodował w tym stan Missisipi, niemal synonim ówczesnej nietolerancji rasowej, co znamy z wielu książek i filmów, choćby z głośnego i świetnego Missisipi w ogniu Alana Parkera.
Wydarzenia opisane w Służących dzieją się właśnie w tamtym okresie, w miasteczku Jackson w Missisipi. Autorka znała ten stan, bo urodziła się tam i wychowała. Zdawała sobie też sprawę ze skojarzeń, jakie budzi Missisipi w reszcie kraju, skojarzeń ułatwiających zrozumienie, czym ryzykowały jej bohaterki: te czarne i ta biała, porywając się na coś, co wpisywało się w działania obywatelskiego nieposłuszeństwa. Za to, za co w normalnym kraju ryzykuje się co najwyżej cywilnym procesem, one i ich rodziny mogły zapłacić utratą bezpieczeństwa, materialnej stabilności, a w skrajnym wypadku nawet życiem. A mimo to porwały się na heroiczny w tamtych warunkach czyn. Ujawniły jeszcze jedno oblicze segregacji rasowej: stosunki panujące między białymi paniami domów i ich kolorowymi pomocami licząc, że przyczyni się to do zmian na lepsze, może nie w ich życiu, ale przynajmniej w życiu ich dzieci.

Segregacja segregacją, a potrzeba posiadania taniej służby swoją drogą. Czarne pomoce przez lata, a nawet i dziesięciolecia sprzątały więc, gotowały, wychowywały dzieci białych rodzin. Kathryn Stockett ukazuje złożone relacje łączące tych ludzi, czasem oparte na zaufaniu i szacunku, nawet miłości, a przynajmniej współczuciu i chęci pomocy drugiemu człowiekowi, będącemu w gorszej sytuacji. Ale często też takie, których nie można nazwać nawet przyzwoitym traktowaniem: pełne pogardy, wyższości, podejrzeń o złodziejstwo i wyuzdanie. W książce to te drugie biorą górę, przyciągając uwagę czytelnika. Czarne kobiety, dość dobre, by karmić i przytulać białe dzieci swoich „państwa” czy gotować dla rodziny, nie były godne korzystać z tych samych talerzy ani wspólnych toalet z domownikami, nie liczono się z ich uczuciami, z ich poczuciem godności. Co więcej, niezgodne z oczekiwaniami wykonywanie obowiązków albo uchybienie któremuś z licznych zakazów mogło spotkać się z restrykcjami sięgającymi dalej aniżeli potrącenie z i tak już nędznej pensji czy zwolnienie z pracy. Odwet urażonej białej pani bywał straszny, a mściwość nierychliwa, lecz trwała i sięgająca daleko.

Zbyt mało, zbyt późno” zatytułowała Kathryn Stockett ostatni rozdział Służących, ten od siebie, osobisty, będący bardziej posłowiem odautorskim aniżeli integralnym rozdziałem powieści, ale jednak niezbędny, bo uzmysławiający nam, że książka zarazem jest i nie jest jedynie fikcją literacką. Autorka wspomina w nim swoje dzieciństwo na Południu USA i Demetrie – czarną służącą pracującą dla rodziny ojca przez dziesiątki lat, o której latami myślała, że „spotkało ją niesłychane szczęście, bo ma nas, stabilną pracę w ładnym domu i może sprzątać po białych chrześcijanach.”1. A gdy była już wystarczająco dorosła i myśląca, by zrozumieć, że warto byłoby zapytać Demetrie, jak to jest być czarną służącą pracującą dla białych w Missisipi, ona dawno już nie żyła. Musiała więc sama odpowiedzieć sobie na to pytanie.
 
Dla autorki i jej czarnej służącej może rzeczywiście Kathryn Stockett napisała zbyt mało i zbyt późno. Służące wydane zostały w 2009 roku, obecnie segregacja w Stanach nie istnieje, przynajmniej oficjalnie, stała się już tylko wstydliwym wspomnieniem, brzydką plamą na honorze szczycącego się tolerancją i prawami obywatelskimi amerykańskiego społeczeństwa. Po co więc wracać dzisiaj do tamtych czasów? Może po to, że pewne sprawy, zachowania, sposób myślenia nie odeszły w przeszłość razem z prawami Crowa.
Książka Kathryn Stockett nadal pozostaje aktualna, a to za przyczyną uniwersalizmu opisanych w niej relacji między kobietami. Jeśli bowiem zechcemy spojrzeć szerzej na łączące je więzi, na panujące między nimi stosunki, to zobaczymy, że te same zachowania odnaleźć można w każdym miejscu i czasie u kobiet, które są ze sobą powiązane, które są sobie wzajemnie potrzebne, nawet jeśli nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że owa zależność działa w obie strony. Jakie jesteśmy dla tych, nad którymi „mamy władzę”, a jakie wobec tych, od których zależy coś dla nas ważnego? Służące to prawdziwa opowieść o kobiecych naturach, w których znajdzie się i babska solidarność i skrywana mściwość, bezinteresowna dobroć, serdeczność, ale też fałszywa, pozorna przyjaźń na pokaz.
Ale jeśli nawet nie dopatrzymy się w książce uniwersalizmu, jeśli nie skłoni nas do rozważań nad własnymi charakterami, do szukania podobieństw z opisanymi w niej postaciami, to niewątpliwie dostarczy wielu emocji, trudno bowiem nie kibicować bohaterkom Służących - tym dzielnym kobietom, które w pewnym momencie przełamały lęki i postanowiły zawalczyć o godność i lepszą przyszłość takimi metodami, jakie były dla nich dostępne.

1s. 576.

6 komentarzy:

  1. Byłam oczarowana, ale miałam w wersji audio, moim zdaniem świetnie wyszło czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też książka bardzo wciągnęła.
    Czytam na blogach, że wiele osób korzysta teraz z audiobooków, a mnie jakoś nie przypadły do gustu.Próbowałam już z kilkoma i żadnego nie dosłuchałam do końca. Ale jeszcze nie rezygnuję, może za którymś razem się przekonam do nich, Z czytnikiem też tak było na początku, a teraz wolę e-booki od papierowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze to "nic na siłę". :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, może kiedyś "samo przyjdzie" :)

      Usuń
  4. Pragnę przeczytać tę książkę odkąd tylko pojawiła się na rynku, ale zawsze coś stoi mi na drodze. Cieszę się, że przynajmniej mam na co czekać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam, przymierzałam się do niej, odkąd została wydana. Aż wreszcie los za mnie zdecydował, bo w bibliotece ktoś przede mną właśnie ją oddał. Ale warto było, mimo że wiedziałam już dokładnie o czym jest, bo wcześniej obejrzałam film.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...