wtorek, 9 września 2014

Kukułka

Antonina Kozłowska
Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2010
projekt okładki: Adam Stach
e-book

Jedno dziecko i dwie matki – która jest tą prawdziwą? Problem stary jak świat, w Biblii już opisany. I gdy wydawało się, że nie potrzeba już mądrości króla Salomona, aby to rozstrzygnąć, bo mamy badania DNA, problem wraca w nowej, zupełnie innej odsłonie. Dzięki postępowi medycyny w dzisiejszych czasach jest możliwe, że kobieta, która jest genetyczną matką wcale nie musi być tą, która dziecko urodzi. Z taką sytuacją mamy do czynienia w Kukułce Antoniny Kozłowskiej.

Powieść zaczyna się dość dramatycznie. Kobieta rusza w podróż z maleńkim dzieckiem, co samo w sobie nie byłoby oczywiście niczym niepokojącym, gdyby nie to, że od początku wątpimy, czy kobieta jest prawowitą matką maleństwa, choć za takową się uważa. Czytelnik wie, że porwała dziecko i ucieka, aby zaszyć się gdzieś i ukryć. Długo, bo prawie do końca powieści poczekamy na odpowiedź, czy kobietą tą jest Marta, która bardzo chciała zostać matką, lecz nie mogła donosić ciąży, czy może Iwona, która zgodziła się zostać surogatką i urodzić dziecko Marty i Piotra, ale wbrew postanowieniu pokochała je jak matka w chwili, gdy poczuła ruchy płodu. A gdy już się dowiemy, nadal pozostajemy z dylematem, czy prawdziwą, właściwą matką była kobieta z pociągu, czy ta druga. Autorka proponuje wprawdzie odpowiedź, jednak możemy się z nią zgodzić albo nie, możemy też (jak ja) pozostać z nierozstrzygniętym dylematem.

Kukułka zaskoczyła mnie stopniem etycznej złożoności tematu. Wiedziałam, o czym jest, ale spodziewałam się czegoś prostszego w wymowie, jakiegoś czytadła, choćby nawet z nieco wyższej półki, a na pewno nie książki, która skłoni mnie do zastanowienia się nad moralną niejednoznacznością czegoś, co dotychczas uważałam za bezproblemowo dobre osiągnięcie medycyny.
Kozłowska wzięła sobie za temat problem trudny nie tylko prawnie, ale przede wszystkim psychologicznie. Przepisy nie nadążają za możliwościami współczesnej medycyny w tej (i nie tylko) kwestii. Autorka nie pomija całkowicie prawnych aspektów zagadnienia, ale traktuje je drugoplanowo, słusznie skupiając się na ludzkiej psychice. Luki prawne można usunąć, nawet jeśli to niełatwe i dla niektórych spóźnione. Co jednak z emocjami kobiet, jak mają sobie poradzić, gdy w obydwu obudzą się matczyne uczucia, która ma prawo czuć się matką, a która powinna odpuścić, bo przecież nie mogą matkować do spółki. Za każdą z głównych bohaterek stoją argumenty, każda z nich ma swoje racje, żadnej nie można zdecydowanie odmówić prawa do uważania się za tę właściwą matkę. Królu Salomonie, może ty potrafiłbyś to rozstrzygnąć?

Ciekawie zbudowana jest postać Marty. Początkowo wydawała mi się nieco banalna, w pewnych aspektach nadal taka została, ale w ogólnym rozrachunku to osoba złożona i godna uwagi. Dobrze sytuowana żona rozwiedzionego i dzieciatego (z pierwszego związku) mężczyzny ma niemal wszystko: kochającego męża, wysoko opłacaną pracę, mieszkanie na ekskluzywnym osiedlu. Do szczęścia brakuje jej tylko własnego dziecka. Potrzeba ta determinuje całe jej zachowanie, chęć posiadania naturalnego potomka jest u niej tak silna, że gotowa jest na przeciwnej szali położyć wszystko, co ma, nie liczy się dla niej nikt i nic innego. Kozłowska pokazała, jak niemożność spełnienia się w roli, którą Marta uważa za nieodzowny wyznacznik bycia kobietą, doprowadza ją stopniowo do załamania nerwowego.
Przeciwieństwem Marty jest Iwona, samotna matka dwojga udanych dzieciaków, porzucona przez męża, gnieżdżąca się kątem u zrzędliwej matki, borykająca się z finansowymi kłopotami mimo pracy na dwóch etatach. I dotąd wszystko wygląda wiarygodnie, biedna kobieta godzi się urodzić dziecko bogatej, raczej nieprawdopodobne, aby było odwrotnie. Jednak dalej nie wszystkie elementy są już tak oczywiste i gdy wianuszek życzliwych przyjaciółek i sąsiadek otaczał Iwonę, a po drugiej stronie była osamotniona emocjonalnie i nie rozumiana przez nikogo Marta, zaleciało mi trochę schematem, którego nie da się już uzasadnić tym, że prawdziwe życie tak właśnie wygląda. Kładło mi się to trochę cieniem na świetnie pod każdym innym względem stworzonych wizerunkach obu kobiet, ale bez przesady.
Interesujący psychologicznie jest mąż Marty, wspierający ją nie z potrzeby zostania ojcem, ale z miłości do niej i dla uszczęśliwienia jej idący na daleko posunięte kompromisy. 
Najciekawsze jednak wydawały mi się drugo, a nawet trzecioplanowe sylwetki różnych kobiet i ich odmienne podejście do macierzyństwa. Wśród nich są takie, dla których potomstwo jest szczęściem, spełnieniem, sensem życia, ale i takie, które dzieci nie planowały, a matkami zostały z przypadku albo dlatego, że tak wypadało. Istny przegląd wszelkich możliwych powodów, motywów i okoliczności, dla których kobiety mają dzieci, ale i rozmaitych postaw w stosunku do swojego potomstwa. Bardzo mi się ta różnorodność podobała. 
 
Niewątpliwie jednak podstawowym, zasadniczym tematem Kukułki jest próba zwrócenia uwagi na jakże trudną etycznie kwestię, czyje prawo jest silniejsze – matki genetycznej czy zastępczej – i to w pełni autorce się udało. Zjawisko surogatki na razie jest nowe, nie wiemy, jakie jeszcze problemy na tym tle zaistnieją. 
Niedawno czytałam o zastępczej matce z Tajlandii, która wychowuje dziecko z zespołem Downa; urodziła bliźniaki, jednak ich biologiczni rodzice wzięli tylko jedno, wyrzekając się chorego chłopca. A ile jeszcze trudnych scenariuszy napisze życie, tego nie wiemy. 
Wspaniale, że medycyna ciągle rozwija się znajdując rozwiązania ludzkich dramatów, szkoda tylko, że rozwiązując jedne przyczynia się do powstawania innych. Jak choćby tego opisanego w Kukułce, wymyślonego przez autorkę, ale to nie znaczy, że nierealnego.

http://soy-como-el-viento.blogspot.com/p/polacy-nie-gesi-ii.html

8 komentarzy:

  1. Ufff... Bałam się co napiszesz w tej recenzji, bo do tej książki jestem ogromnie emocjonalnie przywiązana. Bardzo przeżyłam tę lekturę. No, ale grunt, że przeżyłam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odszukałam Twoją recenzję, widać po niej, że mocne emocje książka wywołała :)
      Ja odbierałam ją bardziej w wymiarze ogólnym, od tej strony, że nowa możliwość posiadania biologicznego dziecka może pociągać za sobą bardzo złożone sytuacje, może dlatego niespecjalnie emocjonowałam się konkretną, dramatyczną przecież historią Marty i wcale niełatwą - Iwony.
      Ale „Kukułka” podobała mi się o wiele bardziej niż „Czerwony rower”.

      Usuń
  2. Książka porusza dość kontrowersyjny, trudny i emocjonujący temat. Słyszałam o niej już wcześniej, ale jakoś nie miałam okazji przeczytać, mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz spróbować dopomóc okazji :)
      Antonina Kozłowska prowadziła bardzo dobry blog, ale już prawie rok temu temu ogłosiła przerwę. Szkoda, bo bardzo podobały mi się i polecane przez nią książki i recenzje. Jeśli go nie znasz, to polecam, blog nazywa się "Młoda pisarka czyta".

      Usuń
  3. Książka jest świetna, uderza wnikliwością spojrzenia, widać, że dobrze i długo przemyślana. Bloga znam, no, znałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale byłam na urlopie i z internetem miałam trochę na bakier, tzn. mogłam przeglądać, ale z pisaniem to już miałam kłopot.
      A co do książki, to wiele osób chwaliło, ale i tak nie przypuszczałam, że temat został tak poważnie potraktowany.

      Usuń
  4. Rzadko się zdarza tak wymowny i pasujący do treści książki tytuł. Wciągnęła mnie Twoja recenzja. Będę się czaić na książkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie, bo jest warta przeczytania :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...