Yoani Sánchez
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010
223 strony
Czego można
dowiedzieć się o kraju i jego mieszkańcach podczas dwutygodniowej
wycieczki? Bardzo, bardzo niewiele. Można zwiedzić najważniejsze
zabytki, uzupełnić wiedzę o historii, zobaczyć trochę przyrody,
miast, budynków, ulic. Ale tego, co myślą i czym żyją na co
dzień mieszkający tam ludzie, nie dowiemy się nawet wtedy, gdy uda
nam się z nimi porozmawiać. Aby naprawdę poznać codzienność
kraju, trzeba by samemu tam zamieszkać, na długie lata i nie w
hotelach, ale w warunkach takich, jakie mają ci ludzie. Czyli rzecz
niewykonalna nie tylko dla zwykłych wycieczkowiczów, ale nawet dla
większości podróżników, którzy jeżdżą poznawać świat.
Wszystko, co uda im się zobaczyć, przeżyć, doświadczyć, to
tylko namiastka, powierzchnia prawdziwego życia w odwiedzanym kraju.
Jednak w przypadku Kuby można znaleźć się bliżej tego
prawdziwego życia dzięki książce Cuba libre Yoani Sánchez
i jej blogowi Generation Y. Cuba libre to wybór
(niechronologiczny) wpisów na tym blogu. Książka obejmuje okres od
założenia blogu w kwietniu 2007 roku do (bodajże) lutego 2009
roku, ale Yoani Sánchez
prowadzi go nadal. Jest tłumaczony na kilkanaście języków,
również na polski. Znajdziecie go tutaj (po polsku) i tutaj (wersja oryginalna).
Yoani
Sánchez to absolwentka
filologii hiszpańskiej na uniwersytecie w Hawanie. Na krótko
wyjechała z Kuby, mieszkała w Szwajcarii, mogła tam zostać, ale
wróciła na Wyspę. Decyzja o powrocie jest niezrozumiała dla
nikogo, nawet dla niej samej. We wstępie do książki napisała:
„Nie wiem, co mnie popchnęło do spakowania walizek, „zrujnowania przyszłości” mojego syna i powrotu do miejsca, z którego prawie wszyscy chcą uciec. (…) Od jakiegoś czasu słyszałam głosik powtarzający: ”Uciekłaś, udało im się ciebie pozbyć”. Wielu z nas po jakimś czasie przyglądania się Wyspie z daleka zaczyna myśleć, że można wrócić i coś zmienić. To ułuda, która szybko mija, kiedy oficer straży granicznej patrzy na ciebie i pyta: „Po co przyjeżdżasz na Kubę?”. W tej chwili zdajesz sobie sprawę z tego, że wprawdzie dopiero co przyjechałaś, ale najlepiej byłoby natychmiast wyjechać.”1
Jednak nie
wyjechała, zamieszkała w rodzinnym mieszkaniu w ministerialnej
dzielnicy Hawany i zaczęła prowadzić blog, na którym opisuje
codzienność życia Kubańczyków, ale i swoje refleksje, wrażenia,
przemyślenia na temat tego, jak owa codzienność wygląda, na temat
oczekiwań, nadziei i rozczarowań rodaków. Ktoś, kto nie ma
pojęcia o kubańskich realiach, powie pewnie, że to nic wielkiego,
ze takich blogów są na świecie setki tysięcy. Ludzie piszą w
nich to, co im palce na klawiaturę przyniosą. Ale to jednak jest
Kuba. Tam jest inaczej, tam internet nie jest powszechnie dostępny,
a to, co robi Yoani, nie jest po myśli kubańskich władz. Od
początku więc ryzykuje, naraża się rządzącym i wzbudza
nieufność u zwykłych ludzi; jedni mają ją za agentkę Ameryki,
inni – za prowokatorkę wystawioną przez reżim Castro. Była już
aresztowana i pobita przez kubańskie służby, była obiektem
krytyki samego Fidela, odwróciło się od niej wielu przyjaciół i
znajomych. Za swoje dokonania Yoani Sánchez
wyróżniona została wieloma nagrodami dziennikarskimi oraz w 2008
roku umieszczona została przez amerykański tygodnik „Time” na
liście stu najbardziej wpływowych osób na świecie. Sama o sobie
mówi, że nie jest jakąś bohaterką i pisanie Generation Y jest
najodważniejszą rzeczą, jaką w życiu zrobiła, to ani represje
władzy ani ostracyzm otoczenia nie odwiodły jej od kontynuowania
bloga. Dlaczego robi to, co robi? Częściowo wyjaśnia to we wpisie
z 1.02.2009 roku.
Ten opis
codziennego bytowania Kubańczyków to jedno, ale oprócz niego wiele
jest o paradoksach i bzdurach, obnażania zakłamania najwyższych
władz i nadgorliwości tych, którzy ich decyzje realizują. W tych
fragmentach autorka książki jawi się jako naiwna idealistka,
wierząca, że wprowadzenie demokracji może zaradzić wszelkiemu złu
i niesprawiedliwości. W tej części książka też nasuwa
skojarzenia z naszą przeszłością. Też wtedy wierzyliśmy, że
wystarczy zmienić ustrój, aby zapanowały w kraju powszechna
wolność, szczęśliwość i dostatek (czytaj: luzik dla każdego,
jednorodzinny dom z ogrodem, dobrze płatna praca, paszport z opcją
wyjazdu gdzie się chce i wypasione konto w banku), a sprawdził się
z tego tylko paszport i bonus – pyskowanie w internecie. Czytając
te fragmenty książki myślałam, że inaczej by one wyglądały,
gdyby autorka te kilka lat poza Kuba przemieszkała nie w Szwajcarii,
ale w Polsce, albo jakimś innym kraju z dawnych demoludów
transport publiczny |
Dodaj napis |
Ale
zobaczymy, czy sprawdzi się wiara Yoani Sánchez
w wolność i lepszą przyszłość dla wszystkich mieszkańców
Kuby. Kraj jest niewątpliwie w okresie istotnych przemian
polityczno-społeczno-gospodarczych. Reżim Castro w końcu odpuści,
jeśli nie z powodów zmian ideologii, to z naturalnych przyczyn (nic
nie wskazuje na to, że starcy rządzący krajem przygotowali sobie
następców). Pytanie tylko, w jakim kierunku pójdą. Trzeba życzyć
im, aby ruszyli optymalną dla siebie drogą. Może wybiorą model
chiński, a może dołączą do krajów swojego regionu. Co by nie
mówić, to dziś na Kubie nie ma rzeszy głodnych dzieci, a opieka
medyczna (pomimo korupcji), dostęp do wykształcenia (w tym
wyższego) i minimum egzystencjalnego są zagwarantowane dla
wszystkich, inaczej niż w pozostałych krajach latynoamerykańskich. Demokratyzacja raju oznacza też konieczność rozwiązania kwestii
własności kubańskich imigrantów, uciekinierów porewolucyjnych i
tych z drugiej wielkiej fali w okresie periodo especial2.
Ci, którzy zamieszkali w ich mieszkaniach i domach, obawiają się,
że poprzedni mieszkańcy wrócą i upomną się o swój dobytek.
Jednak o tych obawach dowiedziałam się już na wycieczce, a nie z
książki Yoani Sánchez,
gdzie o tym problemie się nie wspomina.
prywatna pizzeria - te beczki to piece do wypieku pizzy |
Cuba
libre to książka na pewno warta przeczytania dla osób, które
chciałyby zorientować się, jak wygląda kubańska rzeczywistość
od środka, widziana oczami mieszkanki tego kraju, choć nie wolna od
subiektywnych ocen osoby, której obecna pozycja społeczna i
intelektualna oraz nadzieje na miejsce, jakie mogłaby zająć w
przyszłości w pełni demokratycznym kraju, znacznie odbiegają od
przeciętnej na Wyspie.
Billboardy z hasłami rewolucyjnymi są wszędzie |
1s.
21.
2Okres
specjalny – okres kryzysu ekonomicznego, który zaczął się na
Kubie po upadku Związku Radzieckiego i rozwiązaniu RWPG.
Nie miałam pojęcia o istnieniu takiej książki, dziękuję za uświadomienie, bo temat jest pasjonujący.
OdpowiedzUsuńJeśli Cię zainteresował, to możesz też zajrzeć na Generation Y (link we wpisie wyżej). Wprawdzie polskie tłumaczenie kończy się na październiku 2012, ale i tak obejmuje okres dłuższy niż książka. No i ma tę przewagę, że jest dostępny od razu, nie trzeba szukać książki :)
UsuńŚwietne te zdjęcia z ulicy, którymi zilustrowałaś wypowiedź.
OdpowiedzUsuńDziękuję w imieniu autora:)
UsuńPlanuję wrzucić też zdjęcia starych samochodów, których jest mnóstwo (zarówno na Kubie, jak i na naszych zdjęciach), więc zapraszam do oglądania już wkrótce.
Młodsi czytelnicy, tacy jak ja, którzy urodzili się pod koniec lat osiemdziesiątych, PRL znają z opowieści swoich rodziców i dziadków. Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku opowieści naszych krewnych toczą się nadal, w nieco bardziej egzotycznej scenerii.
OdpowiedzUsuńPolecam całą recenzję:
http://tymekwietymeknie.blogspot.com/2013/06/cuba-libre-notatki-z-hawany-yoani.html