niedziela, 24 lipca 2011

Goła pionierka

Michaił Kononow
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005
278 stron

Ocena 4/6

O czym może być współczesna rosyjska literatura (przynajmniej ta, którą się u nas wydaje), jeśli nie jest kryminałem ani fantastyką. Wiadomo – o wojnie. 

Różnie już wojnę opisywano, ale ta książka jest jednak dość nietypowa, dziwoląg można rzec. Ironiczna, prześmiewcza wizja wojennych trudów sowieckich żołnierzy na froncie II wojny. Pisana jest mieszaniną poetyckiego, mistycznego wręcz języka, mowy prostych ludzi i politycznej agitki. Pełny tytuł brzmi:
Goła pionierka
czyli
Tajny rozkaz generała Zukowa
Tryumfalliczna feeria w ośmiu żaromiotnych wizjach śmiałych bojów, srogiej brygady, czystego afektu, sprośnego seksu, gromów debilogicznej palby generała Zukowa do żywego i zmartwiałego celu, bezspornego objawienia Przenajświętszej Bogurodzicy tudzież podniebnych nocnych rajdów KOMPLETNIE GOŁEJ PIONIERKI.

Ciężko mi się ją na początku czytało, ale po 60-70 stronach oswoiłam się z tym stylem i poszło jak z płatka. Dobrze, że nie zrezygnowałam, bo może powieść nie rzuca na kolana, ale warta była przeczytania. Jest inna, bo Rosjanie nie piszą tak o Wojnie Ojczyźnianej, a już tym bardziej o oblężeniu Leningradu, przynajmniej ja nie trafiłam wcześniej na nic podobnego.

Bohaterką jest niespełna piętnastoletnia Masza Mucha, nadzwyczaj uświadomiona politycznie pionierka, jeszcze nie kosomołka1, bo za młoda. Ale wystarczająco dorosła, żeby walczyć za Ojczyznę i nieść pociechę i wsparcie duchowe i cielesne twarzyszom oficerom na froncie. Mucha rozumie, jak nikt inny, że Ojczyzna nade wszystko, a kolektyw zaraz za nią, dopiero na trzecim miejscu rodzona matka. Rozumie też, co to znaczy, że „trza”, więc tłumi w sobie wszelki sprzeciw i udziela się na rzecz kolektywu jak prawdziwy sowiecki człowiek, według nauk Stalina. W dzień walczy na froncie, w nocy w ziemiance niesie pocieszenie oficerom. Ale nie koniec na tym jej bohaterstwa, bo w nocy, w snach jest Czajką, samotnie szybującą nad frontem i oblężonym miastem i w pojedynkę walczącą z Niemcami. Na jawie wszystko, co ją spotyka i czego jest świadkiem, stara się wytłumaczyć i wykręcić na sposób zgodny z sowiecką prawomyślnością, uzasadnić potrzebami narodu i mądrością dowództwa, ze Stalinem na czele. Za to w nocnych marzeniach Czajka jest wolna. Sny przynoszą czasem ukojenie, pozwalają uciec od strasznej rzeczywistości, wznieść się ponad nią. Ale bywają i takie, w których wraca do wspomnień, albo widzi prawdziwą rzeczywistość i po przebudzeniu musi się z nimi uporać, jako zesłanymi przez ideologicznego wroga.

W tej książce nic w końcu nie okazuje się takie, jak się początkowo wydaje. Świadoma pionierka Mucha, to biedne zindoktrynowane dziecko, które w głębi duszy doskonale czuje koszmar swojego położenia. Dzielni wojacy to armatnie mięso, źle uzbrojone i źle wyposażone, posyłane na śmierć, bo radziecka krew jest tania. A szlachetny dowódca z Czajki snów, to zwykły zbrodniarz. 

Kononow stworzył karykaturę sowieckiej logiki i obraz zmanipulowanego aż do nonsensu prostego człowieka. Odmitologizował szlachetność walki i bohaterstwo obrony Leningradu. Nic dziwnego, że książka dwadzieścia lat czekała w Rosji na publikację i wywołała oburzenie. W końcu obrona Leningradu to dla Rosjan symbol nieugiętości, męstwa i patriotyzmu, jak u nas Powstanie Warszawskie. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jakie reakcje wywołałaby u nas podobna powieść o łączniczce z powstania.

Mam mieszane uczucia po lekturze Gołej pionierki. Nie mogę powiedzieć, że mi się podobała, bo ta książka chyba nikomu nie może się podobać w dosłownym znaczeniu tego słowa. Niemniej jednak zrobiła na mnie wrażenie, bo też i nikogo chyba nie pozostawi obojętnym. 

Nie polecam jej ani nie odradzam, jednak tym, którzy zdecydują się po nią sięgnąć podpowiem, żeby nie zniechęcali się po kilku stronach, choć początek może być trudny, przynajmniej dla mnie taki był. Głównie z powodu języka, jakiego używa autor. I tu wielki szacunek dla tłumacza pana Jana Gondowicza - oddać taki język, to naprawdę sztuka.

I idąc za przykładem kalio informuję, że książkę wypożyczyłam z 12 Rejonowej Biblioteki Publicznej Łódź-Górna, tak jak wiele innych książek opisanych na tym blogu, np. Dzieci Arbatu i Modlitwę o deszcz. Niedawno na nowo odkryłam dobrodziejstwo istnienia bibliotek, w niektórych nawet nowości można dostać, może nie te z ostatniego miesiąca, ale tegoroczne.

1To nie literówka, takiego słowa używa autor.

6 komentarzy:

  1. gratuluję doczytania do końca;) ja poległam przed 50 stroną. nie z powodu samej fabuły (ta wydawała się ciekawa), ale właśnie z powodu języka. ale skoro mówisz, że do tych wszystkich zawiłości, lacha mucha! da się przyzwyczaić - kto wie? może kiedyś ją dokończę?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raz, że można się oswoić i później już jest łatwiej, a dwa - to dalej bywają normalnie pisane fragmenty i wtedy można złapać oddech. A więc chętni na przeczytanie Gołej pionierki nie zrażajcie się za szybko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po książkę raczej nie sięgnę, ale za to bardzo zazdroszczę Ci takiej biblioteki z nowościami. U nas niestety nie jest z tym najlepiej. A nawet jak coś jest, to trudno złapać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Balbina64
    W 12 na Górnej akurat niewiele widziałam nowości, ale prawie wszystko możesz dostać w BUL-e. Jeśli nie należysz, a jesteś zainteresowana, to zobacz regulamin na ich www, albo ja Ci mogę opisać. Ale może już dawno należysz?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja także zazdroszcze biblioteki która kupuje cokolwiek więcej niż D. Steel. Ehhh.... A książka po opisie wydała mi się całkiem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...